Następnego dnia postanowiłem odnaleźć ją i przeprosić. Znalazłem. Siedziała pod wierzbą na pagórku za szkołą. Patrzyłą się pusto w przestrzeń.
- Przepraszam.
- ...
- To ja sobie pójdę. I jeszcze raz przepraszam.
- Stój. Nie idź. Siądź.
- O co chodzi.
- Przepraszasz mnie. Niby wiele ale jednak nic. Myślisz, że jak przeprosisz, bo cię coś w środku gryzie, to ugasisz sumienie. Nie, ty je tylko zagłuszysz. Myślisz, że jednym słowem, naprawisz to co zrobiłeś. Zakleisz rany, które zadałeś narzędziem, wyżądzającym największe rany. Zraniłeś mnie słowami. A to gorsze niż strzał z pistoletu między oczy. A wiesz czemu ?
- Nie nie wiem. Czemu ?
- Bo od kulki umrzesz na miejscu. Z raną po słowach będziesz musiał żyć całe życie...
***
Po tych słowach odszedłem. Ale długo myślałem. Pozostawiło to mętlik w mojej głowie. Zmieniło punkt widzenia o 180 stopni...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz